piątek, 30 września 2016

{Harda - siła, mądrość i feminizm}


Świętosława, Sigrida, Gunhilda. Nie ma pewności co do jej imienia. Ba, nie ma też stuprocentowej pewności co do jej istnienia! Ale jeśli uwierzymy (a ja wierzę), że córka Mieszka I, żona i matka skandynawskich królów żyła naprawdę, to z pewnością była jedną z najpotężniejszych kobiet swoich czasów. 

"Harda" Elżbiety Cherezińskiej to historia osadzona w czasach narodzin państwowości polskiej, w czasie konwersji pogańskich władców tych ziem. To dramatycznie i przekonująco opisany wątek religijny, uzupełniony złożonymi portretami szlachetnie urodzonych kobiet. Opisana w książce Świętosława nie chce być walutą dyplomatyczną w grach wojennych i sojuszach zawieranych przez mężczyzn. Jest odważna, inteligentna, mądra. Jak każdy z nas, ma też swoje słabości, ale nie pozwala im przejąć panowania nad sobą. Świetnie odnajduje się w świecie wojen i paktów, nie pozostając jedynie dekoracją u boku ważnych mężczyzn. Bez pardonu wkracza w świat dyplomacji, uczestniczy  - nieproszona - w spotkaniach na szczycie i ma wpływ na ostateczne decyzje. 

I chociaż mniej romantycznym z Was doradziłabym przeskoczenie wątków miłosnych, to uważam, że książka w pełni zasługuje na Waszą uwagę i czas. Te 600 stron jest tego warte. Chociażby dlatego, że mało mamy literatury historycznej, którą czytałoby się tak przyjemnie. Suche fakty, które Cherezińska ubrała w słowa, nabrały smaku i charakteru. Przestały być datami i wydarzeniami do nauczenia na pamięć i zapomnienia. Mają ludzkie kształty, twarze i głos.  


Dlaczego dziś wywołuję do tablicy akurat tę książkę? Powodów jest dużo, ale w tej chwili najważniejsze są dla mnie dwa. Właśnie dotarła do mnie druga część opisująca skomplikowane losy Świętosławy - "Królowa" - i nie mogę się doczekać, aż dowiem się co było dalej. To pierwszy.
A drugi powód jest bardzo ważny i ma wymiar, niestety, społeczno-polityczny. To #czarnyprotest

W przededniu generalnego strajku kobiet w Polsce, w którym - mam nadzieję - uczestniczą też moje Czytelniczki (a Czytelnicy popierają), uznaję siłę, mądrość i polityczny talent Hardej za bardzo ważną dla współczesnych kobiet inspirację. I dowód na to, że same możemy podejmować dojrzałe decyzje oraz świadomie ponosić ich konsekwencje. Niezwykle rzadko, ba! chyba pierwszy raz w dziejach kozy domowej, poruszam na blogu temat polityczny. Ale obok tego, co się aktualnie w naszym pięknym kraju dzieje, nie mogę przejść obojętnie. Jestem kobietą i staję po stronie kobiet. Staję po stronie wolnego wyboru

Naprawdę nieważne w tej chwili są Wasze i moje przekonania religijne czy społeczne, nieważne czy dokonałybyśmy aborcji, eutanazji, czy innej "-zji", czy też nie. Gdy grupa starszych panów (i niestety kilku nie do końca zrównoważonych pań) próbuje odebrać nam wolność wyboru, to jest to wolność każdej z nas, niezależnie od poglądów politycznych

Wbrew temu, co próbuje się nam wmówić, feministki to nie banda nienawidzących mężczyzn lesbijek, która dużo krzyczy i mało robi. Feminizm to zdrowy rozsądek, dzięki któremu prawa kobiet są takie same, jak mężczyzn. Dzięki któremu jesteśmy równi i troszczymy się o siebie wzajemnie. Dzięki któremu kobiety zarabiają tyle samo na takich samych stanowiskach, ile mężczyźni i odwrotnie. Dzięki któremu w domach panuje zdrowy podział ról, a dziecko jest tak samo matki, jak i ojca, który nie tylko "pomaga przy dzieciach", ale na równi z kobietą się nimi zajmuje. Dzięki któremu gotuję obiad i sprzątam w domu, by sprawić przyjemność sobie i mojemu Mężowi, a On gotuje obiad i sprząta, by sprawić przyjemność sobie i mi. Feminizm to partnerstwo płci. Tylko tyle i aż tyle. I o tym, czy któraś z nas urodzi dziecko czy nie urodzi, decydować powinnyśmy my, wraz z ojcami ewentualnych dzieci. A nie obcy, nie mający o nas pojęcia ludzie, którzy nierzadko nie mają pojęcia o życiu w rodzinie, albo dokonywali wyborów, których teraz chcą nas, kobiety, pozbawić. 

Absolutnie do niczego Was nie namawiam. Nie przekonuję. Nie nakazuję. Jedyne co, to mogę poprosić o to, abyście stanęli po stronie wolnego wyboru. Bo tak, jak nikt nie może nas zmusić do oddania narządów albo krwi na rzecz umierających ludzi, tak nikt nie pownien nas, kobiet, zmuszać do poświęcania naszego życia w imię obcych ideałów. Może jedynie poprosić. O tym polscy posłowie w większości chyba zapomnieli. Ufam (to bardzo naiwne z mojej strony), że jednak sobie przypomną... 

k


Ps. szczegóły akcji znajdziecie klikając W TEN LINK




14 komentarzy:

  1. Podpisuję się obiema rękami :). Ani ze mnie feministka ani amatorka kotów( mój pies także )ale nie narzucam nikomu, żeby zrezygnował ze swojego pupila tylko dlatego, że mam "psie" przekonania ;). Oczywiście będę !

    OdpowiedzUsuń
  2. Przecież to są projekty społeczne
    sama nikomu nic nie narzucam, ale widzę, że wkradla się polityka czego nie pochwalam
    szkoda, że kobiety dają się wykorzystywać do celów opozycji.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, masz rację, to jest projekt społeczny. Nikt nie daje się nikomu wykorzystywać, a dołączyć może każdy, również kobiety i mężczyźni zaangażowani w politykę. Akcję zaczęłyśmy my, Kobiety, nie partie polityczne. A wiem, bo w tym uczestniczę. I nie jestem przedstawicielką żadnej partii, żadnej ze stron politycznych w ogóle.

      Usuń
  3. Zakupiłam tę książkę podczas ostatniego pobytu w Polsce.Jak tylko skończę Hen.Na północy Norwegii(namawiam do przeczytania ) to wezmę sie za Hardą.
    A co do protestu to tez popieram i choć fizycznie nie mogę w nim uczestniczyć,kibicuję.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O Hen już pisałam na blogu, tak jak i o Białe tej samej autorki. 😊 Uściski ślę!

      Usuń
    2. O Hen już pisałam na blogu, tak jak i o Białe tej samej autorki. 😊 Uściski ślę!

      Usuń
  4. Książki nie czytałam, ale skojarzyła mi się z Papieżycą Joanną - może dlatego, że też była silną kobietą i dążyła do swoich wyznaczonych celów...
    Jeśli chodzi o #czarnyprotest, popieram, uważam, że obowiązujące prawo dot. aborcji powinno zostać w niezmienionym stanie. Jeśli rządzący tak bardzo 'troszczą się' o dzieci - niech zajmą się chorymi już urodzonymi.
    Na moim profilu FB większość kobiet popiera protest, jest też kilka kobiet, które są przeciwko (szanuje je ze względu na ich poglądy religijne) z drugiej jednak strony nie rozumiem jak mogą godzić się na to co chcą nam zafundować rządzący.
    Tak jak napisałaś, nikt nikogo nie zmusza do aborcji - każdy postawiony w jednym z tych trzech przypadków dopuszczających (jeszcze) aborcje powinien zdecydować sam (ewentualnie z partnerem). I nie sądzę by w jakimkolwiek przypadku dla kobiety podjęcie decyzji o aborcji było jak kichnięcie...

    OdpowiedzUsuń
  5. Choć protest mnie już nie dotyczy ani osobiście, ani rodzinnie to go całkowicie popieram. Poza tym żaden chłop (a u mnie całkowity podział ról) nie będzie mi mówił co mam robić ze swoim ciałem. Moje psyche to mój problem, ewentualnie mądrego partnera.
    Zawsze uważałam, że aborcja jest największym obciążeniem dla kobiety, to ona stawia kropkę na i, i bierze na siebie odpowiedzialność.

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę się za tą Cherezińską w końcu wziąć - Chłop lubi i namawia, a ja jeszcze nic jej nie czytałam - mam tyle książek w kolejce, że zawsze mi jakoś wylatuje z głowy.
    Co do drugiej części - czarny protest popieram. Nie wiem co to za paranoja rozgrywa się ostatnio w naszym kraju i mam nadzieję, że ta chora ustawa nie wejdzie w życie. Jak słucham niektórych polityków, to mi ręce, cycki i wszystko generalnie opada. Pan Tarczyński, który się publicznie deklaruje, że zaadoptuje każde dziecko z gwałtu, które matka chciałaby usunąć albo pani Pawłowicz, która uważa, że problem wynika z tego, że kobiety wskakują każdemu do łóżka i później masowo robią sobie aborcje.
    Taa, bo z małżeńskiego seksu "po bożemu" kobiety zachodzą tylko w prawidłowe, niezagrażające życiu ciążę, a później rodzą bezproblemowo zdrowe dzieci...
    Nawet się tego komentować nie chce.

    OdpowiedzUsuń
  7. Chętnie sięgnę po te książki, uwielbiam takie, które w przystępny sposób opowiadają historię.
    Co do tematu aborcji itp... jak dla mnie kolejny powód, żeby się wynieść z tego kraju ot co..
    Ściskam! :-)

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak, każda kobieta ma prawo do decydowania o sobie i nikt nie powinien jej go odbierać. Moje dzieci są zdrowe i mądre, ale nie wiem jak postąpiłabym gdybym w ciąży dowiedziała się o chorobie dziecka...

    OdpowiedzUsuń
  9. oj też się powinnam zabrać za czytanko bo obiecuję sobie czas i jakoś go znaleźć ostatnio nie mogę...

    OdpowiedzUsuń
  10. Nie wyobrażam sobie inaczej, podpisuję się obiema rękoma :)
    Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)