poniedziałek, 10 sierpnia 2015

{nie leżę i pachnę}

"Pracujesz w domu? Ale ci dobrze, możesz sobie leżeć i pachnieć cały dzień!" - usłyszałam niedawno od znajomej. Nie wiem, czy to już reguła, ale dość często spotykam się z opinią, że praca w domu (mam tu na myśli prowadzenie domu i pracę w domowym biurze) kojarzy się ze słodkim nicnierobieniem.
Muszę rozczarować tych, którym tak się wydaje. Owszem, pachnę - co jest raczej kwestią higieny,
niż tylko przebywania w domu -, ale o leżeniu mogę zapomnieć.


Praca w domowym biurze jest, wbrew pozorom, naprawdę ciężka do zorganizowania.
Zwłaszcza, gdy biuro (czy warsztat, jak w moim przypadku) to tak naprawdę biurko w kącie pokoju, otwarte 24/7. Rozpraszacze (czytaj: buszujące w materiałach do pracy koty) naokoło powodują, że trzeba się nieźle spinać,
żeby wypełnić plan zadań. Dodatkowo obiad się sam nie ugotuje, podłoga sama się nie poodkurza,
łóżko samo nie pościeli. A skoro już "siedzę w domu" to przecież mam czas na to wszystko plus pracę, prawda?
A co, jeśli do tego dochodzą dzieci?


Do pracy zazwyczaj wychodzi się na konkretną godzinę i przeważnie o konkretnej godzinie z niej wychodzi.
Pracując w domu jestem w pracy cały czas. Zwłaszcza, gdy biurem nie jest oddzielne pomieszczenie z zamykanymi drzwiami. Dodatkowo, przez większość czasu, jestem: rzemieślnikiem, kreatywnym, PRowcem i agentem reklamowym, osobą obsługującą media społecznościowe i stronę internetową, pisarzem, fotografem, grafikiem, handlowcem, kurierem, księgowym, obsługą klienta, sprzątaczką i sekretarką jednocześnie. Większość ludzi ma w pracy osoby odpowiedzialne za każdą z tych działek, prawda? I nadal pachnę. ;)


Ale nie zrozumcie mnie źle. Ja BARDZO lubię to, co robię i jak robię, i w jakich okolicznościach.
Lubię pracować w domu, chociaż marzę o własnym biurze, bez rozpraszaczy i z warsztatem z prawdziwego zdarzenia, którego nie będę musiała składać za każdym razem, gdy muszę wyjść (czyt.: koty rozniosłyby to inaczej w drobny pył). I z kimś obok, z kim można pogawędzić w wolnej chwili. Doceniam jednak to, co mam. Bo dzięki takiej formie pracy mam dość elastyczny grafik i tylko ode mnie zależy ile dziś zrobię i czy coś z tego będzie.
Nikt nie stoi mi nad głową i nie grozi karą za spóźnienie. Nie muszę zimą wstawać godzinę wcześniej,
by odśnieżyć auto (chociaż zdarza mi się z radością ogromną odśnieżać auto mojemu Małżowi), ale czy wyobrażacie sobie jak ciężko czasami jest się zmusić do pracy, gdy jest się w domu? Zwłaszcza, gdy na półce czeka tyyyyle nowych książek do przeczytania, a w internecie tyle ciekawych blogów, stron do odwiedzenia.
Na szczęście żyjemy bez telewizora, to przynajmniej ten czasopożeracz mnie nie dopada. ;)


Praca w domu, jak każda inna, może przynosić ogromną satysfakcję i być wygodna, ale też wymaga naprawdę dobrej organizacji czasu. Bo, jeśli już chcę pachnieć i leżeć, to muszę to dobrze zaplanować. I zapisać w kalendarzu. ;)
Dobrego tygodnia Wam życzę!
k




17 komentarzy:

  1. Haha, no tak, to prawda! Dużo osób tak myśli. Podobnie rzecz ma się ze studiowaniem - jak to, masz tylko 3h zajęć w ciągu dnia, resztę pewnie "leżysz i pachniesz". Oj taak... ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że na studiach mimo wszystko miałam więcej czasu, który potencjalnie mogłabym spędzić na leżeniu i pachnieniu. ;) Ale oczywiście to zależy od wielu czynników, a także od poziomu zaangażowania studenta. No i na uczelnię jednak z domu trzeba się ruszyć. Z pracą z domu, w domu, z domowym biurem /warsztatem sprawa ma się o tyle inaczej, że odbywa się to wszystko fizycznie w domu. I dlatego niektórym się wydaje, że obojętnie o której porze dnia do mnie zajrzą, to pewnie mi to nie przezkadza, bo nic nie robię. ;) Dzięki za odwiedziny!

      Usuń
  2. Jeszcze, jeśli ktoś nazywa to "pracą w domu" to pół biedy, mnie najbardziej wnerwia stwierdzenie, że kobieta w domu "siedzi". Moja mama "siedziała w domu" i rzadko kiedy udawało znaleźć jej się czas na swoją faktyczną pracę, czyli malarstwo. Jako dziecko nie narzekałam - zawsze był obiad, było z kim pogadać po powrocie ze szkoły i opowiedzieć o przeżyciach z danego dnia. Naprawdę, myślę, że dla dzieciaków nie ma niczego lepszego i wytwarza się w ten sposób niesamowita więź i zespojenie rodziny. Jednak dla matki to niemałe wyzwanie, bo nie dość, że w pracy jest de facto non-stop, to jeszcze wszyscy dookoła deprecjonują to, co robi.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Deprecjonowanie matek wychowujących dzieci to jeszcze inna para kaloszy. Rządy się zmieniają, ale żaden z polityków nie raczy zauważyć, że praca matki to 2, a nawet 3 etaty, i że należałoby ją opłacać. Kobiety wysyła się na bezpłatne urlopy macierzyńskie... piętnuje się antykoncepcję w imię demografii, a gdy już się te dzieci urodzą, rodzice muszą radzić sobie z nimi sami. Ale to już temat na zupełnie inną dyskusję... Ps. żeby nie było, że jestem stronnicza: nie mam dzieci póki co.

      Usuń
  3. Przez cztery lata pracowałam w domu - miało to swoje plusy i minusy. Fakt - trzeba być dobrze zorganizowanym, żeby wykonać swoją pracę i zadbać o dom. Z czasem zaczęło mi dokuczać to "mieszkanie w pracy"- może gdybym miała więcej miejsca do dyspozycji było by łatwiej. Brakowało mi takiego zamknięcia za sobą drzwi i psychicznego odpoczynku. A klienci wiedząc, że pracuję w domu, dzwonili od świtu do nocy

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Coś w tym jest... ja też nie mam oddzielnego pokoju, w którym mogłabym zamknąć drzwi i wyjść po prostu. Ale może kiedyś moje marzenie o warsztacie się spełni? :)

      Usuń
  4. Praca w domu wymaga ogromnej samodyscypliny i tak naprawdę świetnej organizacji czasu. Wszystko ma swoje plusy i minusy, ale najbardziej to nie cierpię, kiedy ktoś ocenia coś, nie mając bladego pojęcia jak to naprawdę wygląda. Pozdrawiam Cię słonecznie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się z Olą w stu procentach. Samodyscyplina i dobra organizacja są, moim zdaniem, niezbędne jeśli pracujemy w domu. Tym bardziej jeśli prowadzi się jednoosobową firmę, gdzie jest się dla siebie zarówno szefem jak i pracownikiem. Szkoda, że nie wszyscy zdają sobie z tego sprawę:)

      Usuń
    2. Dziękuję Dziewczyny za te słowa. A ludzi typu "nie znam się, to się wypowiem" mamy niestety plagę. Poczytali co nieco w internecie i wydaje im się, że są specjalistami od wszystkiego. A, jak mówiła moja Babcia, jak coś jest do wszystkiego, to jest do niczego. ;) Pozdrawiam Was upalnie!

      Usuń
  5. Nie mam problemu z pracą w domu i nie wymaga ode mnie żadnej dyscypliny. Jako zodiakalna panna jestem z natury zdyscyplinowana. Praca w domu bardzo mi odpowiada (chyba najbardziej z powodu wstawania po nie przespanej nocy) i zawsze robię to, co jest do zrobienia jednak bez parcia godzinowego. Miałam długie okresy pracy w domu, włącznie z wychowywaniem dziecka. Potrafiłam wraz z trzyletnią córką szyć na maszynie i nigdy mi nie przeszkadzała, w domowej pracy wszelakiego rodzaju.
    Obecnie od lat pracuję tak w "pracy wyjściowej" czyli tej, która daje mi główny byt, jak i domowej zawodowej, i tej dla większości nieważnej, czyli związanej z jedzeniem, i sprzątaniem.
    Mam jednak w życiu dużo szczęścia. Moja staż przyboczna, zawsze dostrzega moją pracę wszelaką i spieszy z pomogą w każdej możliwej chwili w miarę swoich możliwości.
    Jakże przyjemnie pracować w domu i jeszcze na dodatek realizować się, w tym co człowiek lubi najbardziej.
    Nie trzeba koniecznie pachnieć (no może sobą) ale ważne, aby nie śmierdzieć (tak dosłownie jak i w przenośni). Chyba Twoja znajoma jest po prostu zazdrosna?

    OdpowiedzUsuń
  6. Tia ja też stojąc przy garach i latając na odkurzaczu pachnę i odpoczywam w między czasie wstawiam zmywarkę, zdejmuje pranie i rozwieszam nowe a potem nic tylko wieczorem mieć uśmiech na twarzy i chcę do zabawy z dziećmi i mężem :)
    przyznam, że ja po ciuchu marzę o pracy w domu, przeraża mnie to, że od września na dojazdy poświęcę 3-4 h dziennie...
    Podziwiam Ciebie i to, że umiesz realizować siebie a jednocześnie móc to traktować jako prace zarobkowa :)

    OdpowiedzUsuń
  7. każdy wybór niesie swoje konsekwencje. zawsze są dobre i złe strony. nigdy nie jest idealnie. ważne,żeby umieć się cieszyć z tego , co się ma i czerpać satysfakcję. albo należy zmienić swoje życie! ja bardzo lubię moje życie kury domowej. czasem mi czegoś brakuje... ale za chwilę o tym zapominam!
    a mój mąż często żartuje, że leżę i pachnę. to taki nasz żart, bo on by wolał, żeby tak było!! ale cóż, samo się nie zrobi... buziaki kozo!

    OdpowiedzUsuń
  8. :-) miłej pracy zatem w domu dla Ciebie i biurowych stworów - czyli dla mnie :-)

    OdpowiedzUsuń
  9. No tak łatwo czasem oceniać innych, nie mając nawet bladego pojęcia jak to wygląda :( Niestety ja coś o tym wiem, bo nasze metalowe prace powstają w domowym warsztacie i to najczęściej w godzinach popołudniowych. Organizacja i samodyscyplina to podstawa :)
    Pozdrawiam serdecznie i zapraszam na giveaway, do wygrania moje metalowe rękodzieło :)
    Marta

    OdpowiedzUsuń
  10. Oj dobrze napisane! Ja dokładam właśnie dwójkę dzieci i te wakacje, które wcale nie są mi na rękę ;-)
    Ściskam! :-)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)