piątek, 3 lipca 2015

{laba diena, czyli Wilno cz.I}

Laba diena* znaczy: dzień dobry! Litewski to jeden z tych języków, których zupełnie nie rozumiem. Stoję na środku ulicy, wsłuchuję się,próbuję wyłapać słowa i...nic. Nic mi się nie kojarzy. Nic nie brzmi podobnie. Wszystko natomiast, jak i w przypadku pozostałych języków bałtyckich, brzmi egzotycznie. Na szczęście, w większości miejsc w Wilnie, można spokojnie porozumieć się po polsku, rosyjsku i angielsku. Dziś zapraszam Was na pierwszą część relacji z naszego pobytu w Wilnie i okolicach.


Samo Wilno wywołało we mnie mieszane uczucia. Ogromnym plusem jest to, że miasto jest bardzo zielone i czyste. To, co uderza od początku, to wielkość. Monumentalne, naprawdę ogromne budowle sąsiadują z opuszczonymi, obdrapanymi kamienicami i strzelistymi kościołami. Stare miasto ze swoimi kafejkami, markowymi sklepami, odnowionymi fasadami, przywodzi na myśl europejską metropolię, a tuż za rogiem czai się kawał niezbyt szczęśliwej historii, którą widać po jasnej, brzydkiej cegle, zwiezionej tu przez Rosjan.
A pomiędzy ceglastymi blokami - typowe litewskie budownictwo drewniane. Cudowne, kolorowe domy. Nowe Miasto to kolejne gmachy, tyle że szklane, nowoczesne aż do bólu, z daleka puszczające oko w słoneczny dzień. Pomiędzy nimi - niebieska nić Wilii i zieleń. Dużo zieleni.

 Wilia i Nowe Miasto widziane z Wieży Giedymina. 

 Gotycki kościół św. Anny, wzniesiony w 1502 roku. 


Wieża telewizyjna z obrotowym tarasem widokowym. 327m.


 Kościół św. Kazimierza i klasztor Jezuitów.


 Stare Miasto


 Fragment Bazyliki Archikatedralnej św. Stanisława Biskupa i św. Władysława


Wszystko w Wilnie jest wielkie. Zupełnie tak, jak gdyby miasto miało jakiś kompleks. A przecież to jedno z największych miast w krajach bałtyckich. Ogromne kolumny, monumentalne pomniki, strzeliste wieże... Człowiek czuje się przy tym wszystkim malutki. Po Wilnie chodzi się z nosem naprawdę wysoko zadartym. ;) Zresztą - widać to po zdjęciach, których mam dla Was dziś naprawdę dużo.

 Baszta Giedymina


 Gedimino gatve / ulica księcia Giedymina


 Pobocze głównego traktu prowadzącego do Ostrej Bramy.


 Wielki Książę Litewski Giedymin, dziad Jagiełły. 


Uliczka za Pałacem Prezydenckim.

Ponieważ to była moja pierwsza w życiu wizyta w Wilnie, na dodatek krótka, bo właściwie trzydniowa, skupiliśmy się na obejrzeniu tego, co jest tak zwanym standardem turystycznym. Jednak moi Rodzice, którzy bywali już w tych stronach, oraz Małż są na tyle wyrozumiali, że nie mieli nic przeciwko moim małym skokom w boczne uliczki. ;) Obowiązkowe punkty zostały jednak przez nas odhaczone. Co nie oznacza, że miejsca, jak np cmentarz na Rossie, nie były dla mnie atrakcyjne. Wręcz przeciwnie.

Grób Marszałka Piłsudskiego i Żołnierzy walczących u jego boku. 






To, co tu widzicie, to dosłownie urywki. Miasto jest bardzo fotogeniczne, chodzi się po nim godzinami, ogląda nie tylko kościoły, klasztory, kienesę, synagogi i cerkwie, ale i zabytkowy ratusz, piękny i zupełnie dostępny dla turystów Pałac Prezydencki, Górę Trzykrzyską, pozostałości po Górnym Zamku Giedymina, Uniwersytet Wileński, piękny park Belmontas, o którym Wam jeszcze napiszę... i całe mnóstwo innych miejsc. W kolejnym poście pokażę jeszcze trochę Wilna, zobaczycie też dom mojej Prababci Broni w Vievis i zamek w Trokach. Natomiast, gdy zboczycie z głównej drogi, Wilno może Was zaskoczyć! :)


Udanego piątkowego wieczoru! :)
k


* {czyt. łabadziena}

16 komentarzy:

  1. No to jestem :)
    Jeju, jak tam pięknie!!!! I jak to jest, że mając takie piękne miasta w sumie nie tak daleko większość jeździ zupełnie w innym kierunku?
    Dziki twoim fotkom poczułam klimat tego miasta :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mnie to zawsze zastanawia, dlaczego nas głównie ciągnie na Zachód. Ale to ma związek z naszą historią jednak...z mentalnością i stereotypami, którymi wciąż się kierujemy, gdy myślimy o Wschodzie. Ja koniecznie muszę pojechać jeszcze na Litwę litewską, Żmudź, Kowno i dalej, tam, gdzie nie ma śladów Polaków. A później Łotwa i Estonia. Obowiązkowo.

      Usuń
  2. A jednak wyjazd się udał! Warto było i zapragnęłam też odwiedzić Wilno, chociaż nigdy nie ciągnęło mnie na wschód. Ale Twemu sercu są to widać szczególnie bliskie, bo rodzinne strony. Piękne zdjęcia, ale największe wrażenie zrobił na mnie ten tonący w zieleni cmentarz!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, udał się. Cmentarz, zwłaszcza ta stara, polska część, jest naprawdę niesamowity. Żałuję, że nie miałam całego dnia na obejście go dokoła. Niesamowite, rzeźbione w kamieniu i drewnie nagrobki, zarośnięte trawą...wspaniały widok. Poza tym wiele znanych polskich nazwisk: Lelewel, hrabina Tyszkiewiczowa... warto tam pojechać.

      Usuń
  3. Świetne miejsce na wycieczkę wybraliście. Nie byłam, ale patrząc na Twoje zdjęcia z pewnością warto wybrać ten kierunek w czasie urlopu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Naprawdę warto, bo Wilno jest specyficzne, piękne i dziwne, inne. :)

      Usuń
  4. Eeeee kozo, mało fot ;)
    Dzięki za wycieczkę po Wilnie. Tym bardziej nabrałam ochoty na odwiedziny tam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, to dopiero pierwsza część. ;) Wybrałam z kilkuset - kilkadziesiąt. Będzie więcej. :)

      Usuń
  5. Nigdy nie bylam w Wilnie, dzięki za wycieczkę.
    kościół św.Kazimierza blizniaczo podobny do mojego św Ludwika, muszę poczytać czy nie projektował go czasami ten sam architekt

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Możliwe, że to ten sam architekt. :)

      Usuń
  6. Piękne miasto. Zawsze chciałam pojechać do Wilna, mój tata się tam urodził, cała rodzina od jego strony pochodzi z tamtych okolic. Zawsze chciałam zobaczyć dom rodzinny mojej babci (podobno jeszcze stoi), spotkać się z dalszą rodziną, która została tam po wojnie. Oglądając Twoje (przepiękne!) zdjęcia wiem, że teraz nie mam już żadnej wymówki. Muszę tam pojechać:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję Ola! Mam nadzieję, że uda Ci się do Wilna pojechać, bo naprawdę warto.

      Usuń
  7. Na pewno kiedyś zobaczę :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)