czwartek, 16 lipca 2015

{Juodoji gulbė, czyli Wilno i okolice cz.II}

Wracam dziś myślami do Wilna i jego okolic, które niedawno odwiedziliśmy. 
Minęło kilka tygodni, a czuję, jakby cała wieczność prześlizgnęła mi się między palcami. 
Dziś zabieram Was do uroczego parku Belmont w Wilnie oraz do Trok. 
Ale najpierw... poznajcie juodoji gulbė. Czarne łabędzie. 


Czarne łabędzie są przepiękne i wydają tak niesamowite dźwięki, że właściwie większość czasu
poświęconego na Belmont, spędziłam przy niewielkim stawie, gdzie pływała ta młoda parka.
Postaram się opublikować na kozim profilu facebookowym film, na którym słychać te cudowne "klaksony". :)



Park, a właściwie centrum rozrywki i wypoczynku w wileńskiej dzielnicy Belmont, powstał w miejscu, 
gdzie w 1536 roku król Zygmunt August nakazał budowę młyna wodnego na rzece Wilejce. 
Cały park zajmuje powierzchnię około dwóch hektarów. Na jego terenie, oprócz pięknych, leśnych ścieżek spacerowych wzdłuż rzeki, znajduje się 7 mostów, jedno z największych w Europie kół wodnych, wodospady, amfiteatr, kilka restauracji, place wypoczynkowe, plac zabaw dla dzieci, park linowy... 






Troki... czyli miejsce, które każdy szanujący się (lub nie) turysta, przybywający w okolice Wilna, 
zobaczyć powinien. Hmm... może wynika to z tego, że gotyckich zamków mamy na Warmii i Mazurach pod dostatkiem, 
a może z tego, że nie jestem fanką wielkich, turystycznych skupisk, ale sama budowla nie zrobiła na mnie wrażenia. Tym bardziej, że prawie 80% to rekonstrukcja z XX wieku. I to, niestety, doskonale widać. 
Co innego okoliczności przyrody - piękne jezioro Galwe, na którym znajduje się w sumie 21 wysp - wspaniały widok. Podobnie, jak drewniane budownictwo w miasteczku leżącym na półwyspie otoczonym 4 jeziorami. 
Zdjęcia (niestety nie moje) domów karaimskich w Trokach możecie zobaczyć tutaj



Zamek, którego budowę w 1375 roku rozpoczął wielki książę litewski Kiejstut Giedyminowicz, 
wielokrotnie był atakowany przez Krzyżaków, a w późniejszych czasach również Moskali, 
co w ostateczności doprowadziło do jego ruiny. O burzliwej historii trockiego zamku, a także zasługach Polaków przy jego odbudowie i restaurowaniu, w internecie można poczytać naprawdę wiele. 



Ponieważ nasza wyprawa trwała w sumie 3 dni, z czego jeden cały spędziliśmy w drodze, 
czasu na dokładne zwiedzanie było naprawdę niewiele. A chcieliśmy zobaczyć jak najwięcej. 
No i przyjechaliśmy z zupełnie inną misją...


O tej misji opowiem następnym razem, gdy zabiorę Was do Vievis. 
k

10 komentarzy:

  1. Jak zwykle piekne zdjecia Kasiu:) Sama z mila checia udalabym sie do parku Belmont:) A Troki...Chyba mialabym podobne odczucia, jak Twoje. Sa takie miejsca. ktore "trzeba" zobaczyc, choc niekoniecznie tego typu atrakcje sie lubi (dla mnie jest to np. zamek w Malborku:)). na szczescie po takiej wizycie zawsze mozna zboczyc z kursu i zobaczyc wiele innych (czesto ciekawszych) miejsc:) Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo dziękuję, Olu. Nie jestem profesjonalnym fotografikiem, staram się złapać chwilę najlepiej, jak potrafię. :)
      Troki w ogóle są piękne, naprawdę. Zwłaszcza te domki drewniane w najróżniejszych kolorach (nie spodziewałam się np. zobaczyć domku w kolorze pudrowego różu, a zobaczyłam ;) ). Ale z różnych powodów, głównie z powodu dzikich tłumów turystów, nie robiłam zdjęć. Natomiast zamek... zależy, co kto lubi. ;) Są zamki, do których z chęcią wracam, a są takie, których zobaczenia raz wystarcza na całe życie (np. polski Malbork czy niemiecki Schwanstein).
      Uściski!

      Usuń
  2. :)
    kurcze ! nigdy nie widziałam na żywo czarnego łabędzia !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też widziałam je po raz pierwszy na żywo. Ten dźwięk, który wydają... taka trąbka od roweru, coś cudownego! Lecę przygotować film na Facebooka. :)

      Usuń
  3. Przepiękne zdjęcia, dziękuję za wspaniałą wycieczkę :)

    OdpowiedzUsuń
  4. cóż za dziób! piękny ptak :) i wszystkie migawki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Uczta dla moich oczu :),bo jestem zachwycona czarnym łabędziem! Pierwszy raz widzę :)
    Pozdrawiam, Marta

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)