piątek, 26 czerwca 2015

{historia pewnej skrzyni}

 Jeśli miałabym wymienić to, czego najbardziej mi brakuje po powrocie z Niemiec, to na jednej z najwyższych pozycji znalazłyby się typowe targi staroci, zwane Flohmarkt. Odbywają się one w większych i mniejszych miastach przynajmniej raz w miesiącu. Moim ulubionym, z okolic w których mieszkaliśmy, był targ w Konstanz.
Stamtąd też przywieźliśmy naszą tajemniczą skrzynię...


 Wiecie jak to jest, na takich targach ludzie sprzedają właściwie wszystko. Od pamiątek rodzinnych i antyków,
po naprawdę kiepskiej jakości ubrania czy płyty CD. Masz zalegające w piwnicy graty - sprzedaj je
na Flohmarkcie. Nie ma lepszego i tańszego sposobu na pozbycie się ich z domu. ;)
Czasami jednak, wśród kiczu i klamotów, w oko wpadnie COŚ.
Właściwie, to już wracaliśmy do samochodu, gdy przy samym wyjściu, tuż przy płocie, zobaczyłam JĄ.
Urzekła mnie swoim prostym kształtem, pięknym kolorem i nadgryzionym zębem czasu drewnem.



Babuleńka, która wśród innych skarbów, sprzedawała też tą skrzynię, powiedziała, że przyjechał 
w niej do Niemiec, wraz z jej babcią, cały dobytek. Czy to prawda? Nie wiem. Wiem, że skrzynia naprawdę jest stara i nie targowałam się długo. 20 euro to rozsądna cena za kawałek historii.



Ledwo zmieściła się do całkiem sporego bagażnika naszego ówczesnego auta, ale uparłam się 
i musiała z nami wrócić. Później, gdy zadecydowaliśmy o powrocie do Polski, nie wyobrażałam sobie nawet, 
że mogłabym ją zostawić. I tak, podobnie jak bieliźniarka z przedpokoju, przyjechała z nami. 
Nie miałam sumienia nic z nią robić, odnawiać, malować... jest taka, jaka była. 
Jedyne, co zrobiliśmy, to dokręciliśmy kółka, żeby łatwiej było ją przesuwać. 



Spękania, stare naklejki pocztowe, przebarwienia, napisy... nadają charakter, są wspomnieniem dawnych czasów 
i nieznanej historii. Czasami, gdy chowam lub wyciągam ze skrzyni jakieś drobiazgi, zastanawiam się, 
skąd tak naprawdę przybyła, czemu i komu służyła. Nie dowiem się nigdy. Dlatego mogę snuć swoje scenariusze. 


Skrzynia pełni u nas rolę nie tylko stolika kawowego i miejsca do przechowywania drobiazgów, ale jest także strategicznym dla kotów miejscem do wylegiwania się i obserwacji domowników. ;) 
Dlatego najczęściej stoi bez cynowych domków i innych ozdób, całkiem pusta. Wszystko, co kiedykolwiek próbowałam na niej postawić, prędzej czy później lądowało z hukiem na podłodze, przy małej pomocy Mila i Mimi. ;) 
Uwierzcie mi, trzaski lub dźwięki tłuczonego szkła to ostatnie, co chcecie usłyszeć o 3 nad ranem... 
A może to nie koty, tylko duchy przeszłości, zamknięte w starej skrzyni? Kto wie? :)

Uściski!
k




21 komentarzy:

  1. Ta skrzynia jest piekna!!!!!! Tez bym jej nie malowala, bo moim zdaniem stracilaby swoj urok. Ach te niemieckie flohmarkty, w gaszczu tandety mozna upolowac cos wyjatkowego:)
    P. S. Wybacz, ze nie uzywalam polskich znakow, ale Twoja skrzynia jest tak piekna, ze musialam o tym napisac natychmiast:) A na moim komputerze w pracy (o ironio, pracuje w Niemczech:)) nie ma polskich znakow (Ups....wydalo sie, ze zamiast pracowac, buszuje na Bloggerze:))
    P. S. 2. Wasza biblioteka za kanapa jest imponujaca! Zazdroszczeeeeeee:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! :D Ostatnio myślę tyko o zabezpieczeniu wieka z wierzchu bezbarwnym, matowym lakierem, żeby skrzynia nie przyjmowała już więcej plam itp. Muszę poczytać o konserwacji drewna.
      Biblioteka, którą widać, to właściwie tylko część...z drugiej strony regału, w naszej "sypialni", jest drugie tyle. Plus w kilku innych miejscach. Uwielbiam czytać i kupuję książki częściej, niż ubrania. ;)

      Usuń
    2. możesz ją też potraktować woskiem do drewna-on chyba bardziej będzie pasował do tak cudnej skrzyni:)))

      Usuń
    3. Dziękuję za podpowiedź! W domu mam tylko biały wosk, poszukam bezbarwnego. :)

      Usuń
  2. I to jest właśnie to, za co sie kocha starocie - one otwierają w głowie takie okienko, przez ktore mozna wyfrunac na chwilke i przeniesc sie do swiata wyobrazni, domyslow i tajemnic.

    A do tego sa piekne i niedrogie :D

    OdpowiedzUsuń
  3. Piękna jest. Uwielbiam targi staroci(w przeciwieństwie do mojego m.). Mam dużo rzeczy z takich miejsc. Teraz też bardziej lubię takie wyszperane rzeczy niż takie z normalnych sklepów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U nas starocie mieszają się z sieciówkami. Ale lubię to: czar vintage i praktyczne rozwiązania. :) Pozdrawiam!

      Usuń
  4. Och jak ja uwielbiam takie miejsca. A skrzynia jest klimatyczna i cudowna. Ma duszę :)

    OdpowiedzUsuń
  5. ja też częsciej kupuję ksiązki niż ubrania hi hi.
    skrzynia jest cudowna, na pewno jest przedwojenna bo ma łączenia klejone.
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
  6. To połączenie wpustowe, w kształcie na jaskółczy ogon. Nie koniecznie wymaga kleju, jednak jest najtrudniejsze do wykonania. Dlatego też tak solidne, że skrzynia nie rozlazła się przez lata jak współczesne meblościanki. Historia musi być w niej bez zakłóceń, bo inaczej koty by ją drapały, fukały nie mówiąc już o innych działaniach, aby zmienić jej bieg. Nie będę o niej więcej achać i ochać, bo widać jak się majestatycznie prezentuje. Kółka dodały jej współczesności i biegu życia.
    Odnośnie konserwacji zawsze stosuję oliwę z pierwszego tłoczenia. Jeśli chcesz wypróbować zrób test w środku, bo zawsze drewno się ściemni i "podrasowi" ale przynajmniej nie zapaprzę drewna jakąś chemią. Dobre są też woski pszczele (ale to kosztuje krocie). Jednak uważaj aby nie odwiedziły jej korniki, albo jeszcze te inne gorsze (zapomniałam jak się zwą), co tak gryzą, że aż słychać (najlepiej pokropić w niej od czasu do czasu jakiego naturalnego olejku). Mam w kuchni dębowy stół całkowicie przeżarty przez korniki, ale mimo tego stoi ponad 100 lat. Twojej skrzyni życzę więcej.
    Przypomniało mi się, że kiedyś na targu staroci w Zakopanem, zatrzymałam się przez jakimś czymś. Sprzedawca widząc moje zainteresowanie spytał się, czy wiem co to jest. Powiedziałam, że świecznik. Dostałam go, od niego za darmo.
    Targów też nie przepuszczam. Najczęściej Domnikański, ale tam wyśrubowane ceny. Najfajniejsza zdobycz to jaszczurka z żeliwa, z Kazimierza Dolnego.
    Pozdrówki i pogłaskanki dla kociambrów.

    OdpowiedzUsuń
  7. Cudo! Mogłabym godzinami spędzać czas na targach staroci i szperać szukając perełek :)
    Tak samo, jak potem dawać tym przedmiotom nowe życie.
    Miłej soboty! M :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Zgadzam się z Tobą z 100% brakuje u nas takich prawdziwych targów staroci... W Poznaniu był (i chyba jest nadal) pchli targ w Starej Rzeźni ale ilekroć tam byłam sprzedawcami byli handlarze i ceny niestety straszyły...

    A skrzynkę widać, że kochają również i koty :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  9. NIESAMOWITA! uwielbiam drewniane przedmioty z duszą, dechy, skrzynie itp. U mnie w domu rodzinnym zawsze było pełno mebli z duszą, stary kredens, stół od kogoś z szopy, kufer z okuciami, wojskowe skrzynie oczywiście bez zawartości. Niestety to co mogłabym zabrać zabrał mój brat a wielkie meble trafiły do przypadkowych ludzi. Póki co u mnie brak takich magicznych mebli no może poza starą maszyną Singera, taka stolikową i dwoma fotelami choć nie starymi to jedynymi w sowim rodzaju :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Przepiękna skrzynia, cudna historia :)
    Ja tez kocham takie przedmioty :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Jak dla mnie "niedoskonałości" tej skrzyni czynią z niej piękna rzecz. Udowadniasz, że da się połączyć antyki z nowoczesnymi wnętrzami! Podoba mi się zdecydowanie ;)

    niutta.blogspot.com
    ~Niuta.

    OdpowiedzUsuń
  12. Jak dla mnie "niedoskonałości" tej skrzyni czynią z niej piękna rzecz. Udowadniasz, że da się połączyć antyki z nowoczesnymi wnętrzami! Podoba mi się zdecydowanie ;)

    niutta.blogspot.com
    ~Niuta.

    OdpowiedzUsuń
  13. Błagam, nigdy jej nie maluj - JEST DOSKONAŁA!

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)