poniedziałek, 27 kwietnia 2015

{Podróże do wewnątrz: Drwęck}

Są takie miejsca, do których bardzo lubię wracać. Atmosfera, okoliczności przyrody, ludzie i zwierzęta - wszystko to powoduje, że na samą myśl o Drwęcku na twarzy pojawia mi się uśmiech. Wczoraj wybraliśmy się tam z Przyjaciółmi po raz kolejny i muszę przyznać, że to był super plan na niedzielę.


Do Klubu Jeździeckiego Drwęck po raz pierwszy trafiłam nieco ponad rok temu, dzięki Agnieszce.
To niesamowita kobieta, nie tylko dlatego, że ma siedem bardzo sprawnie działających mózgów ;),
ale i dlatego, że ma pasję. Kogo, jak kogo, ale ludzi z pasją cenię sobie najbardziej. 
Agnieszka uwielbia konie. I miłością do tych wspaniałych zwierząt zaraża wszystkich wokół.
Trudno, żeby koza, choć uparta, się temu oparła! ;) 
Poza tym, zobaczcie sami - czy takim widokom można się oprzeć?


Do Drwęcka warto pojechać i zostać na dłużej. To nie tylko świetne miejsce dla jeźdźców i koni (organizowane są tu różnego rodzaju treningi ze znakomitymi trenerami; to także pensjonat dla koni oraz szkółka jeździecka dla dzieci i dorosłych), ale również dla zupełnych końskich laików, jak ja, którzy poszukują cichego, pięknego miejsca na odpoczynek. W pobliżu biją źródła rzeki Drwęcy, lasy jesienią pełne są grzybów, a dla miłośników historii znajdą się porośnięte mchem bunkry. W pobliskim Olsztynku można odwiedzić Park Etnograficzny, a później zjeść pyszne lody i ręcznie wytwarzane pralinki.
Konie - a każdy z nich ma wyjątkową historię - i inne zwierzaki tylko dodają temu miejscu czaru. :)



Uprzedzając pytania - nie jest to post sponsorowany! Ja naprawdę uważam, że to miejsce jest magiczne.
Na pewno jest to po części efekt przyjaźni z zapaloną "koniarą", ale też serdeczność i otwartość właścicieli stadniny i klubu - Ewy i Piotra - miała w tym swój udział.
No i sprawdziliśmy to miejsce na własnej skórze - spędziliśmy tam ostatniego Sylwestra w sporym gronie znajomych i przyjaciół, i było genialnie!


Zazwyczaj uwieczniam treningi Agi, więc niewiele mam zdjęć czysto krajobrazowych. Jednak o naszej wyprawie przeczytacie też u Męża Agnieszki - Pana Kozy, który wczoraj zrobił więcej zdjęć. Ja tym razem skupiałam się na patrzeniu własnym, nie obiektywu, okiem.
To już trzecie miejsce z cyklu Podróże do wewnątrz. Gwarantuję Wam, że nie ostatnie. Niedługo opowiem Wam
o lawendowej krainie w samym sercu Warmii, jeziorze pełnym francuskich żołnierzy i innych ciekawych,
a przede wszystkim pięknych, miejscach w mojej Małej Ojczyźnie.

Uściski!
k

7 komentarzy:

  1. Boję się koni jak ognia, bo mnie autentycznie atakował w wieku 2 lat uwięzioną w wózku. Jednak podobają mi się bardzo, szczególnie te z uśmiechniętymi minami. Raz w życiu nawet wsiadłam na spokojnego hucuła, aby nie zbłaźnić się przed dziećmi.
    Pisna z sarnimi uszami jest niesamowita.
    Dlaczego nie promujesz świetnych polskich miejsc? Co z tego, że znajomych. Mamy piękny i ciekawy kraj, a agroturystyka jest w nim rewelacyjna. Obserwuję zmiany, które się dokonały w ciągu 30 lat wokół Jezioraka. To diametralna zmiana. Pamiętam jak z yachtów wychodziliśmy w rozrzucony na podwórku obornik, nie mówiąc już o brudzie i bajzu. Teraz takie widoki to rzadkość.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie promuję świetne polskie miejsca. :) Jednym z nich jest to opisane w poście. A będzie więcej, bo w moich okolicach jest naprawdę bardzo dużo miejsc, które warto światu pokazać. Brud i bajzel, o którym mówisz, zostawiają teraz najczęściej turyści. Miejscowi naprawdę dbają o swoją małą ojczyznę.

      Ja też bałam się koni, dlatego, że nie miałam okazji z nimi przebywać. Nadal czuję ogromny respekt, ale im częściej z nimi przebywam, tym mocniej się zakochuję. :)

      Usuń
  2. Piękne zwierzęta! lubię spędzać wolny czas gdy niedaleko słychać rżenie :) no i ułatwia to odpoczynek z dziećmi bo moje dzieci uwielbiają zwierzęta, i konne przejażdżki.
    Fajnie, że promujesz ciekawe miejsca, warto jeździć własnie do tych fajnych a nie pluć sobie w brodę, że źle się wybrało :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystko zależy od tego, czego i gdzie się szuka. :)

      Usuń
  3. magiczne miejsce - to trafny opis, bo magia pryśnie w momencie wpłaty pieniędzy. Okaże się bowiem np. że nasz koń, którego umieścimy w pensjonacie jest pod nieobecność właściciela dawany innym ludziom do jazdy. Nawet nie zorientujecie się, że jesteście oszukiwani i okradani. Popatrzeć można i owszem, ale to wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę, że takie sprawy należy rozwiązywać występując pod własnym nazwiskiem i przede wszystkim z osobami, których sytuacja bezpośrednio dotyczy. Ja opisuję to, czego ja doświadczyłam i nic ponad to.

      Usuń
  4. Konie to nie moja bajka, ale jak widzę związek frazeologiczny "Park Etnograficzny", to aż nogami przebieram!!! :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)