środa, 15 kwietnia 2015

{Ostatnie dziecko lasu}

Niedawno zaproponowałam mojej nastoletniej siostrzenicy wycieczkę do lasu. Spojrzała na mnie wzrokiem mówiącym "Ciociu chyba zwariowałaś, a co ja tam będę robiła?". Pojechaliśmy więc we trójkę, z jej młodszym bratem, trzylatkiem, którego jeszcze nie wchłonął smart-świat i reszta. 


Gdy byłam dzieckiem, najlepszym miejscem na spotkanie z koleżankami i kolegami był podwórkowy trzepak. Jako nastolatka grałam w palanta, piłkę nożną, w gumę; bawiliśmy się z przyjaciółmi w chowanego, podchody, raz dwa trzy - baba jaga patrzy. Organizowaliśmy wyprawy do lasu w poszukiwaniu skarbów, chodziliśmy "na szaberek" do sadu niedaleko osiedla, po uprzednim zapytaniu właściciela, czy nie ma nic przeciwko. Rodzice zabierali mnie i moją siostrę do lasu na grzyby, i chociaż to Tata wracał z pełnymi wiadrami, my, dziewczyny, miałyśmy frajdę z błądzenia po leśnych zakamarkach i wypatrywania brązowych kapeluszy. U babci w ogródku stawałyśmy się mistrzyniami jarskiej kuchni, które z pokrzywy, babki lekarskiej, deszczówki prosto z beczki i podkradanych z babcinych rabatek płatków kwiatów, gotowały najwymyślniejsze potrawy. A gdy przypadkiem ktoś otarł kolano, czy się skaleczył, ta sama babka, która była głównym daniem, stawała się najlepszym lekarstwem - bandażem przykładanym w obolałe miejsce. 


Ten las, kontakt z naturą, wrósł we mnie, zapuścił korzenie i pełni bardzo ważną rolę w moim dorosłym życiu. Kształtuje mój światopogląd i wiarę. Ma wpływ na codzienność, pracę, relacje z ludźmi. Ustanawia priorytety. Dzięki temu łatwiej jest mi połączyć potrzebę kontaktu z Naturą z nowoczesnością, z której równie chętnie korzystam. 

Już sam tytuł spowodował, że nie mogłam zignorować tej książki. A gdy na okładce przeczytałam słowa Adama Wajraka, którego bardzo cenię, decyzja o zakupie stała się oczywistością: 
Bardzo dobra książka o tym, czym kiedyś było dzieciństwo, i czym powinno dziś być oraz dlaczego tak ważny jest kontakt dzieci z przyrodą. Zresztą nie tylko dzieci. Bez zaglądania w różne zakamarki, 
włóczenia się po lesie albo łąkach, lub podglądania innych stworzeń po prostu nie będziemy szczęśliwi i nic nam tego nie zastąpi. 


W świecie, który ciągle gna do przodu, w którym często zapominamy skąd pochodzimy i czego małą częścią, jako ludzie, jesteśmy, ta książka jest jak przypomnienie nastawione w telefonie. Jak budzik 
wyciąga nas ze snu, otwiera szeroko oczy i powoduje, że gdzieś z tyłu głowy zaczynamy na nowo czuć tkwiący w nas od zarania dziejów zew. Zew Natury. Ta nostalgia pcha wielu z nas do tzw. prostego życia, przeprowadzek z miasta na wieś, naprawiania tego, co zepsute, zamiast kupowania nowego. Społeczność miejska angażuje się w działania pro-natura, budując miejskie ogrody, planując zielone przestrzenie na dachach wieżowców etc. Część z nas już stara się pielęgnować potrzebę kontaktu z Naturą w kolejnym pokoleniu. Ale spora część, większość, czeka jeszcze na przebudzenie...


k

3 komentarze:

  1. pięknie i mądrze piszesz. Kiedy wyremontuję chatkę, zapraszam do mnie na celebrowanie prostego, wiejskiego życia
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo Ci dziękuję, Marzena! Fajnie, że się podoba. I z chęcią do Twojego pięknego domu z duszą kiedyś zajrzę. Uściski!

      Usuń
  2. wychowywałam sie nie daleko lasu, jeździłam na wakacje nad jezioro i do lasu, kocham las! bez obcowania z przyrodą, wdychania jej zapachów jest mi źle... nie ma jak zapach leśnej ściółki rozgrzanej w słońcu...

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję za Twój czas i komentarz. :)